Peak Oil - główna

Wprowadzenie

Alternatywy

Na forum

Przejście na alternatywne źródła energii

Jeśli ceny ropy pójdą w górę, opłacalne staną się alternatywne źródła energii. Nastąpi łagodne przejście na alternatywy.

Z punktu widzenia ekonomii nigdy nie staniemy w obliczu problemu wyczerpania surowców, ponieważ zawsze impuls cenowy spowoduje znalezienie odpowiedniej alternatywy.

Ekonomiści rozważający prawdopodobne skutki szczytu produkcji ropy naftowej nie traktują poważnie opinii takich jak "w pewnym momencie popyt przewyższy podaż". De facto mają rację co do tego, że popyt i podaż pozostają zawsze w równowadze. Zmienną o tym decydującą jest cena.


źródło: IEA i analiza własna

Ekonomista, który akceptuje fakt wystąpienia peak oil, będzie uważał, że rynek pozwoli nam na łagodne przejście do gospodarki opartej na innym źródle energii. W końcu wysoka cena "zniszczy" popyt i zachęci do opracowywania alternatyw dla ropy naftowej.

Drugie z tych twierdzeń jest bardzo mylące i źle przedstawiane. Zniszczenie popytu stanowi sedno błędnego wyobrażenia o tym, jak najprawdopodobniej będzie wyglądał bieg wydarzeń przed i po peak oil. Teoria łagodnego przejścia wymuszonego dynamiką cen rynkowych opiera się na dwóch założeniach:

  1. Spadek podaży ropy naftowej po przekroczeniu szczytu będzie łagodny,
  2. Rynek z dużym wyprzedzeniem zareaguje na nadchodzący szczyt.

Oba założenia są brane pod uwagę w analizie Roberta Hirsch'a (autora raportu o peak oil dla Departamentu Energii USA). Analizy kształtów historycznych krzywych wydobycia różnych regionów wskazują, że najbardziej prawdopodobny jest ostry wierzchołek i późniejszy szybki spadek światowej produkcji ropy naftowej, między 3 a 13 procent rocznie. Hirsch zauważa też, że "w każdym z przypadków na rok przed szczytem nie było oczywiste, że ów nastąpi". W ten sposób drugie założenie wymienione powyżej okazuje się być zupełnie błędne. Uczestnicy rynku nie zauważą nadchodzącego szczytu. Oznacza to, że ceny zaczną sygnalizować zapotrzebowanie na energie alternatywne dopiero wtedy, gdy będzie już za późno na powstrzymanie potężnych zakłóceń.

Jeśli barierą opłacalności wyprodukowania zawartości energetycznej 1 baryłki ropy przez dane alternatywne źródło energii jest np. 250 dolarów, oznacza to, że rynek zareaguje w momencie, gdy cena ropy osiągnie 250 dolarów. Wówczas rozpoczną się działania mające na celu wdrożenie alternatywy. Co stanie się z gospodarką przed osiągnięciem ceny 250 dolarów, nie trzeba tłumaczyć.


Doughlas Davies podaje bardziej precyzyjne wyjaśnienie jak rynki energii i innych surowców błędnie interpretują sygnały cenowe jako wyznacznik przyszłej podaży. Gdy w grę wchodzą skończone zasoby, rynek tworzy zazwyczaj złudzenie "zmniejszających się niedoborów".

Wróćmy jednak do niszczenia popytu. Ekonomista zauważy, iż podczas niszczenia popytu ludzie przestaną używać części "urządzeń" wymagających ropy i przerzucą się na alternatywy tam, gdzie będą one dostępne. Jest to prawda. Warto jednak spytać czym są owe "urządzenia".

Ropa wbrew pozorom jest dobrem podstawowym, podobnie jak leki czy żywność, ponieważ stanowi ich integralną, choć ukrytą część. Wysoka cena odtwarzaczy DVD, czy koszulek z podobizną Spidermana mogłaby zniszczyć popyt na dany produkt, ale nawet kilkukrotne podwyższenie ceny żywności nie zmniejszy znacznie zapotrzebowania na jedzenie. Są to tak zwane dobra o niskiej elastyczności popytu. Kryzysy naftowe, takie jak ten z 1973r. pokazują, że nawet znaczny wzrost cen obniża popyt jedynie o kilka procent. Ropa i produkty ropopochodne zaspokajają, bezpośrednio lub pośrednio, podstawowe potrzeby społeczeństwa, więc wysokie ceny paliw nie zmniejszą popytu na gaszenie pożarów, czy interwencje pogotowia, o produkcji żywności nie wspominając.

W rzeczywistości tymi, którzy przestaną używać ropy w "niektórych urządzeniach" są ludzie biedni, których nie będzie stać na ropę. Dotyczy to zarówno krajów rozwiniętych jak i pozostałych części świata. Jeśli alternatywy nie są dostępne lub są po prostu zbyt drogie, ludzie będą musieli wyrzec się owych "urządzeń". Nie rozwiąże to problemu niewystarczającej ilości ropy dla 6,4 miliarda mieszkańców Ziemi, szczególnie że w tym samym czasie najbogatsi tylko w nieznacznym stopniu zmodyfikują swoje zachowania konsumpcyjne, zwiększając efektywność wykorzystania energii. Podczas gdy mimo szybko rosnących cen światowy popyt na ropę rośnie w niezmienionym tempie, wiele biednych krajów już dziś stoi w obliczu gospodarczego paraliżu.

Wraz z nagłym spadkiem dostępności i wzrostem ceny ropy naftowej jest niemal pewne, że rolnictwo, które jest głęboko uzależnione od tego paliwa i jego pochodnych, nie będzie w stanie wytworzyć tyle żywności co dziś; że niektóre fabryki zbankrutują; że nastąpi zamieszanie na światowych rynkach finansowych; że wiele ludzi nie będzie miało ogrzewania lub będzie musiało je zredukować; że gwałtownie rosnące koszty transportu zakłócą swobodny przepływ dóbr, w tym żywności. Reasumując, nie będzie łagodnego przejścia.

Jest pewne, że postępujące wzrosty cen ropy zachęcą do oszczędzania (czyli do niszczenia popytu) - jednak owo oszczędzanie prawdopodobnie przybierze formę ogromnych trudności dla milionów, lub, prawdopodobnie, miliardów ludzi. Niszczenie popytu będzie miało charakter dość brutalny. Wysokie ceny ropy zachęciłyby do poszukiwania alternatywnych źródeł energii, jednak stałoby się tak przy założeniu, że ludzie nie ulegną dezorientacji. Chaos uniemożliwi efektywne poszukiwania.

Jeśli założyć, że peak oil jest odległy i że technologia pozwoli nam na łagodne przejście do gospodarki opartej na innym źródle energii (i rozwiąże problemy pokrewne, takie jak globalne ocieplenie), wówczas nie ma się co martwić efektami zniszczenia popytu. Jednak jeśli peak oil jest już za nami lub nastąpi szybko, dajmy na to, w ciągu najbliższych 10 czy 15 lat, wówczas zniszczenie popytu będzie raczej oznaczać zniszczenie wśród ludzi.

Dzięki uprzejmości Kurta Cobba